Pewnej reżyserce życie układa się, delikatnie rzecz ujmując, nie najlepiej. I to zarówno to prywatne, jak i zawodowe: związki z pojawiającymi się w jej życiu mężczyznami sprowadzają się co najwyżej do okraszonych seksem szorstkich przyjaźni, kolejne filmy zaś – bohaterka próbuje swych sił w dokumentalistyce – okazują się być, delikatnie mówiąc, średnio udane.
Dzięki przypadkowo poznanemu bogatemu, starszemu mężczyźnie wszystko może się zmienić. Przynajmniej na gruncie zawodowym: oto pojawiają się środki na sfinansowanie wyjazdu w ogarnięte wojną góry (czyżby Kaukaz?) i nakręcenie prawdziwego obrazu o krwawym konflikcie.
Nie trzeba chyba mówić, że i tym razem nie wszystko wychodzi po myśli bohaterki. W desperacji rzuca wszystko, wsiada do pierwszego z brzegu pociągu, by po kilkugodzinnej podróży wysiąść z niego na przypadkowym, zagubionym gdzieś wśród nieprzebytych lasów przystanku o zupełnie anonimowej nazwie. Trafia do na wpół opuszczonej wioski, zamieszkanej przez trójkę dziwnie zachowujących się osób. Te zresztą niedługo potem gdzieś znikają, na ich miejscu pojawia się kilkumiesięczne niemowlę (czy chodzi o swego rodzaju wyrzut sumienia z powodu usuniętej przed laty ciąży?), a wioska zostaje praktycznie odcięta od świata przez obfite opady śniegu…
Co się dzieje? Czy pechowa reżyserka stała się ofiarą niewiarygodnego wprost splotu przypadkowych zdarzeń, czy może jakiejś iście szatańskiej mistyfikacji (wszak zorganizowanie całego tego projektu, wybudowanie bocznicy kolejowej, rozpadającego się przystanku i kilku chałup na śródleśnej polanie, zwłaszcza dla ludzi związanych z przemysłem filmowym, to tylko kwestia odpowiednio dużej kasy)? Niewiarygodnych, mało prawdopodobnych, co nie znaczy – niemożliwych?
Jana Dubinianskaja odpowiedzi na to pytanie nie udziela; ba, rozrzucane tu i ówdzie aluzje miast wyjaśniać tylko pogłębiają poczucie dezorientacji.
I może właśnie na tym polega jedna z mocnych stron „Сада камней” („Ogrodu kamieni”). Powieści może nie tak dobrej jak opisywane w tym miejscu nie tak dawno „Listy do pułkownika”, ale bez wątpienia należącej do tych tekstów, które na długo pozostawiają ślad w pamięci czytelnika.
Paweł Laudański
В целом хвалит. Только мне показалось (ну да, я польского не знала, а потом забыла - поправьте меня, если что), критик не уловил того момента, что весь сценарий - флэш-бек, отстоящий от основных событий на восемь лет.
Эххх... А читал бы по-польски - все бы правильно понял!
Dzięki przypadkowo poznanemu bogatemu, starszemu mężczyźnie wszystko może się zmienić. Przynajmniej na gruncie zawodowym: oto pojawiają się środki na sfinansowanie wyjazdu w ogarnięte wojną góry (czyżby Kaukaz?) i nakręcenie prawdziwego obrazu o krwawym konflikcie.
Nie trzeba chyba mówić, że i tym razem nie wszystko wychodzi po myśli bohaterki. W desperacji rzuca wszystko, wsiada do pierwszego z brzegu pociągu, by po kilkugodzinnej podróży wysiąść z niego na przypadkowym, zagubionym gdzieś wśród nieprzebytych lasów przystanku o zupełnie anonimowej nazwie. Trafia do na wpół opuszczonej wioski, zamieszkanej przez trójkę dziwnie zachowujących się osób. Te zresztą niedługo potem gdzieś znikają, na ich miejscu pojawia się kilkumiesięczne niemowlę (czy chodzi o swego rodzaju wyrzut sumienia z powodu usuniętej przed laty ciąży?), a wioska zostaje praktycznie odcięta od świata przez obfite opady śniegu…
Co się dzieje? Czy pechowa reżyserka stała się ofiarą niewiarygodnego wprost splotu przypadkowych zdarzeń, czy może jakiejś iście szatańskiej mistyfikacji (wszak zorganizowanie całego tego projektu, wybudowanie bocznicy kolejowej, rozpadającego się przystanku i kilku chałup na śródleśnej polanie, zwłaszcza dla ludzi związanych z przemysłem filmowym, to tylko kwestia odpowiednio dużej kasy)? Niewiarygodnych, mało prawdopodobnych, co nie znaczy – niemożliwych?
Jana Dubinianskaja odpowiedzi na to pytanie nie udziela; ba, rozrzucane tu i ówdzie aluzje miast wyjaśniać tylko pogłębiają poczucie dezorientacji.
I może właśnie na tym polega jedna z mocnych stron „Сада камней” („Ogrodu kamieni”). Powieści może nie tak dobrej jak opisywane w tym miejscu nie tak dawno „Listy do pułkownika”, ale bez wątpienia należącej do tych tekstów, które na długo pozostawiają ślad w pamięci czytelnika.
Paweł Laudański
В целом хвалит. Только мне показалось (ну да, я польского не знала, а потом забыла - поправьте меня, если что), критик не уловил того момента, что весь сценарий - флэш-бек, отстоящий от основных событий на восемь лет.
Эххх... А читал бы по-польски - все бы правильно понял!
no subject
Date: 2013-12-27 11:07 pm (UTC)Russkojazichnych avtorov chitaju tol'ko po-russki. Nu wot, prochital na dniach odin intieriesnyj roman, "Pansionat", i dumaju, schto napishu o niom niemnozhko dla Esensja.pl. Mozhiet-byt', kakij-to polskij izdatiel zaintieriesujetsia jevo izdanijem...? ;)
no subject
Date: 2013-12-28 05:01 am (UTC)Спасибо вам огромное.
С Новым годом!
no subject
Date: 2013-12-28 09:17 pm (UTC):)
i Vam tozhie - vsiego choroshevo!
no subject
Date: 2013-12-28 11:32 pm (UTC)автор пару лет на ящике в Киеве работала - поэтому почему бы не написать про кино.
т.к. это тема мне близка - то читал с вниманием... и опять отсутствие редактуры (как и в "Н20")... аккумулятор.. так смени.. надо до конца снимать, так они дольше служить будут... ну да, в середине 90-х кроили на всём - были зарядники с разрядом (дороже) и без разряда (дешевле) - но про нулевые это читать немного дико (тем более, что у нормальных операторов были самодельные разрядные насадки на аккумуляторы, хотя присутствие маленького монитора говорит, что перед нами либо очень оснащенная группа, которая 9-ти дюймовый монитор тащила с собой - кстати, тогда нет проблем с разрядом аккумуляторов :), либо это уже эра ДиВи или вещательного брата ДиВиКама)... тем более, там литий уже начал шествие, но тогда и стоил хорошо... оператор с камерой в чехле на плече и операторской прямоугольной сумкой... у операторов есть кофры, никаких операторских сумок нет... что ему там хранить? кассеты, провода, петлички, аккумуляторы - им место в камерном кофре. Камера без кофра провозится только самолётом (сам кофр и штатив в кофре сдаются в багаж). Герои ехали на машине...
оперируя правильными словами локация, кастинг, синхрон и прочее - она (автор) так и не поняла, чем отличается литературный сценарий от режиссерского - и в результате получается очень смешно, ибо ея героиня выглядит... жуликовато... написав литературный сценарий режиссёр радостно выдыхает "сделано!" - это же смешно, режиссёру теперь надо писать режиссёрский сценарий - расписывая вообще всё - начиная от героев и заканчивая крупностью планов - т.е. работа режиссёра ещё и не начиналась.
также как автор не понимает разницы между кино и ящиком (для того времени - сейчас, как показывает общемировой опыт - артхаузные проектики бюджетом будут поменее, чем некоторое "мыло")... чтобы кино снимали на ТиВи камеру - возможно, да, но ощущение жуликоватости описываемого усиливается...
по смыслу книга напоминает женские "полёты во сне и наяву". С придыханием о Франции (там даже акцентировано фигурирует "французская сумка") и Польше.
смешной фрагмент про редактирование (сценария) - ну, ведь по живому же... этому тексту редактура и привлечение технического консультанта явно не помешали бы...
очень слабо - с любой точки зрения.
no subject
Date: 2013-12-29 06:57 am (UTC)Но за внимательное чтение спасибо.